17
gru
08

Rozdział 2 – UMS


Rozdział Drugi

W którym to jedni przychodzą drudzy na odwrót, plagi się szerzą, nienawiść też. Nareszcie będziemy mieli zaszczyt poznać bohatera głównego a broń zacznie iskrzyć wzorując się na stosach. W nim też będziemy się przenosić z Al Many do Al Muhar, z Al Muhar do Al Many a z nich do Al Farun, niekoniecznie w tej kolejności i nie koniecznie tylko w miejscu ale i czasie więc do czytelnika apeluję o uwagę.

Port w Al Muharze śmierdział, śmierdział jak każdy inny port na tym świecie rybami, zgnilizną, biedą i ludźmi, przede wszystkim ludźmi. Nic nie wyglądało nadzwyczajnie, ot zwykły dzień z życia portu. Jedni przypływali drudzy zapisywali się na statki. Ewidentną większość stanowili ci drudzy.

Nasser Hamza, człowiek którego włos już dawno nabrał koloru pajęczej nici a starość zasiała w jego wnętrzu strach przed śmiercią… może dlatego zaczął doceniać życie bardziej niż wcześniej. Dla niego dzień dzisiejszy był dniem wyjątkowym. Jego syn Gamal wracał z Ghafuru gdzie studiował na jednej z najlepszych uczelni na świecie farmaceutykę i zielarstwo pod okiem samego Tokara Khalafa. Nareszcie wracał… wracał by zaopiekować się rodziną i zadbać o przyszłość nazwiska, przynajmniej Nasser miał taką nadzieje.

Stojąc w porcie z całym orszakiem wyczekiwał aż syn zejdzie na ląd i przywita wszystkich których już od dobrych sześciu lat go nie widzieli. Czekali w niewiarygodnym upale około dwudziestu minut gdy zobaczyli Gamala.

Gamal wyglądał inaczej… dużo inaczej. Nie dość, że inaczej to jakoś dziwnie. Zszedł powoli niepewnie stawiając kroki, po czym stanął naprzeciw ojca.

- Gamal! Witaj z powrotem synu! –krzyknął szczęśliwy ojciec

Syn odpowiedział szybko i zdecydowanie… promieniem wymiocin kierowanym przez barierkę, która pozwalał mu się utrzymać na nogach.

- witaj ojcze… i wybacz, choroba morska… -odpowiedział zielony Gamal.

- Wybaczam synu… jedźmy już, jest straszny upał a chyba tobie się pogarsza…

- dobry pomysł… jedźmy. Czemu oni wszyscy w takim pośpiech opuszczają Al Muhar?

- źle się dzieje… ale o tym porozmawiamy w domu.

Rodzina Gamala była zwykłą średnio zamożną kupiecką familią która mogła sobie pozwolić na nieco więcej tylko dzięki wpływom ojca i jego interesom. Nasser jako kupiec importował jedwab a sprzedawał papier , wszystko drogą morską. Pozwoliło to na budowę małej posiadłości poza granicami Al Muhar. Gamal w domu nie był od lat więc cieszył się że może zobaczyć rodzinę i spędzić z nimi wolny czas. Wieczorem gdy już wszyscy nacieszyli się Gamalem który doszedł już do siebie i wyglądał już nieco bardziej jak Gamal ojciec rozpoczął temat i wyjaśnił sytuację w kraju.

- To straszne… czemu Sułtan nic z tym nie zrobiła? Jest tylko jedna wiara! Yslam! Jak można było pozwolić na zakorzenienie się tego w naszym kraju!

- Jej Wysokość Sułtan została zamordowana trzy dni temu… wczoraj odbył się pogrzeb.

Gamal siedział w ciszy a w jego oczach malowała się złość i wszech ogarniająca nienawiść, zapewne on sam nie wiedział do kogo.

- spokojnie synu… dla nas jest to nie ważne. Nawet jeśli wybuchnie wojna. Jesteś jedynakiem i musisz dbać o rodzinę i zaopiekować się nią.

- Nie ma mowy muszę stanąć po stronie prawdziwej wiary! I nic mnie od tego nie odwiedzie… – krzyczał a jego głos roznosił się po całej komnacie

- synu, jeśli zginiesz co się stanie z rodziną? Ktoś musi się nimi zająć

- nie zginę! Allah mnie uniesie na swych skrzydłach!

- widzę że na darmo język strzępie… dobrze. Załatwię to… będziesz mógł pomagać. Postaram się załatwić ci służbę u Wielkiego Mułły.

- dziękuję ojcze

- nie dziękuj… idź już spać.

Następnego dnia ponaglany prośbami syna Nasser udał się do Ajatullaha Osamy bin Ramzaniego, prosić o przyjęcie jego syna na usługi.

- Witam cię Ekscelencji Wielki Mułło Ajatullahu! – powiedział klękając

- Witam… powstań, z czym dziś do mnie przychodzisz stary przyjacielu?

- Chciałem cię prosić o przyjęcie na twe usługi mojego syna… ledwo skończył studia farmaceutyczne i chciałby pomóc w obronie wiary. Jednak chciałem prosić o to by nie był zbyt narażony… jeśli Ajatullah łaskawie mógłby pomóc…

- wspaniale… medycy nam się przydadzą. Będzie lekarzem pomocniczym piątego oddziału armii polowej Policji Religijnej. Jutro niech się uda do jednostki w Al Manie do Kapitana Husseina Aliego.

- yyy… ale… dziękuję – odpowiedział zdruzgotany, wiedział że armia polowa jest zawsze najbliżej linii frontu.

***

Jej Wysokość Sułtan wzięła kąpiel i weszła do pokoju sypialnianego by resztę wieczoru spędzić w łóżku. W powietrzu unosił się zapach mydła waniliowego oraz różnego rodzaju perfumy sprowadzanych z najdalszych zakątków świata, wszystkie te zapachy mieszały się z ciężkim zapachem kadzidła piżmowego. W pewnym momencie jej nozdrza wyłapały jeden niepowtarzalny zapach który coraz bardziej ją otaczał i dusił… słodkawy i ciężki zapach ziół…

- Czyli to już koniec Cristo? – rzuciła beznamiętnie w pustkę

- Niestety tak Pani – odpowiedziała mroczna postać przechodząc spokojnym krokiem z balkonu do sypialni, w głosie wyraźnie było słychać szacunek i uspokajający ton

- rozumiem… tylko ty wiesz więc powiedz… co będzie jak odejdę?

- Najprawdopodobniej pustka…

- postaraj się zrobić to bezboleśnie

- postaram się, dobranoc

- dobranoc

Al Mana zasnęła by pogrążyć się w ciszy i spokoju… niestety tylko do świtu.

***

Zaraz po pogrzebie Sułtan, to jest cztery dni później, Wielki Mułła postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. I obwieścił, że jedyną obowiązującą religia w kraju jest Yslam Rajński inne religie są potępione przez Allaha a innowierców należy wypędzić zgodnie ze słowem boskim.

Po tym obwieszczeniu już nikogo nie obchodziło jaką wizję wypędzenia miał na myśli Ajatullah Osama bin Ramzani zapłonęły dachy kościołów, pod murami miast stosy a rynsztoki zapełniły się wielobarwną mieszanką gnoju, uryny i krwi.

Gamal u kapitana dostał konkretne polecenia miał dostarczyć nowe rozkazy dla dowódców Piątego Oddziału Armii Polowej i dołączyć do niej jako medyk ale wcześniej na dziedzińcu pod ratuszem miał spotkać człowieka, który miał go doprowadzić bezpiecznie na miejsce.

Na towarzysza nie musiał czekać długo… podszedł do niego średniej budowy i wzrostu doświadczony mężczyzna, włosy miał kruczo-czarne a oczy niebieski jak posążki z palących się właśnie kościołów. Na twarzy miał kilka małych blizn jak na żołnierza przystało poza tym nic nie wskazywało na to iż był to żołnierz… ba! Można by powiedzieć że bardziej prawdopodobne jest, że za młodu podrapał twarz biegając po krzakach niżeli brał udział w wielkich bitwach.

- Witam – powiedział sucho lecz z uśmiechem

- Witam, nazywam się Gamal i jestem medykiem…

- przypuśćmy że Khalid

- przypuśćmy? Podążamy na południe? Tam skoncentrowały się oddziały Nestoriańskie, prawda?

- tak… przypuśćmy

- co tak? Co przypuśćmy?

- tak przypuśćmy i przypuśćmy że podążamy na południe…

- wyśmienicie, a może coś więcej?

- jedziemy do Jidhuf po czym omijamy szerokim łukiem Isu i Awę po czym przypuszczalnie natrafimy na wojska Piątego Oddziału wojsk polowych.

- nie nadużywasz słowa „przypuśćmy”

- tak sądzisz?

- tak

- na pustyni nic nie jest pewne…

Khalid opuszczając miasto nie zatrzymał się na chwilę nawet by rzucić okiem na tortury jakie zadawano klechom, nie interesowały go skwierczące jak boczek ciała palonych na stosie ludzi, nie zaprzątał swojej uwagi piskami klechów bo dla niego piszczeli jak kobiety co w jego oczach oznaczało brak godności, nie zdegustowało go to że mężczyźni tłumnie gwałcili nestoriańskie kobiety wszak widział już to wszystko tyle razy. Jedyne co go rozpraszało i drażniło to zapach… zapach tłumu wiwatującego w momentach gdy kolejnemu torturowanemu urwano nogę w kolanie czy gdy karmiono go jego własnym usmażonym kciukiem… ludzie dla niego po prostu śmierdzieli potem, gównem i zgnilizną w połączeniu ze słodkawym zapachem palących się ciał zapach powodował u niego mdłości… dla niego ludzie zawsze śmierdzieli .

Na Khalidzie to wszystko nie robiło większego wrażenia jednak Gamal zareagował w normalny dla siebie sposób czyli obficie rzygnął na panią z koszem pełnym jabłek, dzieciom obrzucającym się zgniłymi warzywami też się dostało i żebrakowi proszącemu o jałmużnę też… w zasadzie to wszystkim w okolicy, jedynie szczerbaty rolnik zrobił efektowny unik ukrywając się za panią z dzieckiem, nie trzeba wspominać że i jej się dostało równie soczyście co obficie.

Khalid tylko spojrzał i z uśmiechem lekko klaskał podziwiając efekty fajerwerków Gamala.

- mógłbyś poprawić temu żebrakowi? – zapytał – strasznie mało zabawnie wygląda.

- jedźmy stąd…

- jeśli zajął byś się jazdą zamiast obrzygiwaniem mieszkańców Al Many było by znacznie szybciej

- jedźmy…

Kiedy Gamal doszedł do siebie byli już daleko za miastem. Khalid jadł jabłka szczęśliwie skradzione z kosza jeszcze przed atakiem Gamala.

- Wybacz moją reakcję… nie przyzwyczajony jestem do takich widoków…

- rozumiem, wielu wymiotuje gdy widzi takie okropieństwa.

- należało się tym apostatom, zdradziecka wiara

- oni mówią to samo o nas…

- czyżbyś nie wierzył w Allaha?

- wierze tylko i wyłącznie w siebie

- będziesz potępiony!

- za późno… jak już spotkasz swojego Allaha kopnij go w rzyć w ramach pozdrowienia ode mnie

- Zdrajca! – krzyknął Gamal

Gamal wyciągnął sztylet z za pasa po czym szybkim ruchem zaatakował Khalida, ten uchylił się i rozgniótł jabłko na twarzy Gamala po czym druga ręką rozkwasił nos młodzieńca. Gamal hukną o twardy grunt… wielbłądy nie zareagowały.

- podobno na ziemi bliżej do Allaha… nie jestem zdrajcą

- jak ktoś taki może pracować dla Wielkiego Mułły?

- Wielki Mułła ceni sobie moje zdolności o wiele mocniej niż twoją wiarę.

- kiedyś się zrewanżuje…

- oby, wstawaj… zmieńmy temat. Jakie są rozkazy?

- Mamy dotrzeć do Armii polowej i przekazać im że mają zabezpieczyć lądowanie wojsk Faruńskich na wybrzeżu zatoki Sitr.

- Na południu już zaczęły się walki… posiłki z Farun będą niezbędne.

***

- Wyślesz posiłki dla Ramzaniego?

- nic podobnego… pozwolę im się po zarzynać, poczym sami weźmiemy się za niedobitków.

- Ekscelencji Wezyrze… może lepiej zlecić dla Cristoforo wyeliminowanie Ramzaniego?

- Zbyt oczywiste, od razu wszyscy wiedzieli by że to moja sprawka… poza tym Cristoforo zniknął, ostatnio za często znika.

CIĄG DALSZY NASTĄPI… 21.12.08


1 Odpowiedź do “Rozdział 2 – UMS”


  1. Grudzień 24, 2008 o 4:21 am

    I nie ma części następnej a szkoda wielka to to szkoda ;) Może będzie ;D czekam


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


 

Grudzień 2008
P W Ś C P S N
    sty »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Najpopularniejsze wpisy

  • Brak

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.