Siedzę w nocnym pociągu z Grodu do Termitowa… dzieli mnie ściana od krwawiącego świata, największej organizacji charytatywnej, która nie potrafi zatrzymać tego krwawienia. Kraj leżący w najstarszej części kontynentu, pośród gór i licznych malowniczych dolin gdzie sny są miażdżone przez narkotyki i wysokie aspiracje. Ktoś mówił, ze tu jest najlepiej… nowoczesny Rzym dzisiejszego świata… tak śmią się określać, ale kraj jest zaślepiony przez korupcję, sławę i pieniądze. Dzieci są porywane dla okupów przez bogatych arystokratów dla jeszcze większych bogactw… dlatego właśnie obywatele muszą odłożyć na bok ich słodkie sny na rzecz chorych pogoni i walki o dominacje która gwarantuje przetrwanie w tym równie chorym kraju. Syzyfowa praca biedaków którzy mają najwięcej strat a przecież przynoszą największe korzyści, tu wygrany zbiera wszystko…kraj szczęścia znajdującego się w sitkomach, pieniędzy ukrytych na kontach, pracy sierpem i młotem dla dobra ogółu…
Przemierzam ten kraj, walczę z prędkością hałaśliwego pociągu, minąłem już pierwszą stację, nie jestem tu przecież bez przyczyny… mam coś do załatwienia. Wysiadałem z przedziału poruszałem sie w stronę wagonów pierwszej klasy za którymi był juz tylko wagon książęcy… mijałem ich… tych wszystkich ludzi jadących druga klasą patrzących na mój strój, na mnie, na nogi… ci wszyscy ludzie nie mogli zasnąć z głodu… w rogu siedział stary człowiek w szarej kurtce, miał zamknięte oczy, najprawdopodobniej wysiadł już wcześniej a jego ciało wysiądzie na najbliższej stacji… wszechogarniający smród ludzi trafiający w najgłębsze zakamarki nozdrzy dawały mi impuls do działania. przyspieszyłem kroku. w następnym wagonie nie czekało mnie nic innego… tylko czemu mnie to nie dziwi? czemu mnie to nie drażni? jest to tak zwykłe… wyprzedził mnie człowiek trzymający w reku szarą kurtkę, na myśl przyszedł mi starzec z poprzedniego przedziału… codzienność. Mijałem kolejne wagony aż dotarłem do wagonu restauracyjnego znajdującego się tuż przed wagonem książęcym. wszedłem do niego w środku było tylko czterech ludzi… dwóch piło kawę i dwóch strażników. Mój ubiór wywołał szybka reakcję…
- to wagony pierwszej klasy… trzecia klasa jest na końcu
byłem spokojny… zawsze jestem. podszedłem w ciszy do strażników którzy ledwie drgnelii wylądowali na krwiście czerwonym dywanie restauracji… uciszenie gości nie zajęło mi dużo czasu… ale za to skróciło czas na wykonanie zadania. Strażnicy… dwóch młodych chłystków nie mający żadnego przeszkolenia, straż przyboczna księcia. Wchodząc do drugiego pokoju minąłem dwie następne pary, które nie zwróciły na mnie uwagi co ewidentnie wyszło z korzyścią dla nich i dla mnie. Strażnicy zmieniają się co godzinę, grom go wie ile już stali tamci więc czas najwyższy zacząć działać… od księcia dzieliły mnie już tylko drzwi pokoju sypialnianego…
Książę… wysoki, przystojny, dobrze zbudowany mężczyzna ubrany w przepiękne szaty uszyte rękami pasażerów trzeciej klasy, postanowił mi ułatwić zadanie i przechadzał się po sypialni w środku nocy. Z rękawa wyciągnąłem ukryte ostrze… spojrzałem pod nogi… sprowadzany, piękny nowy dywan jeszcze pachniał klimatem pustyni Jidhuf… rozejrzałem się w prawo i w lewo, piękna biblioteczka pachnąca nowym papierem znam ten zapach, przypomina lata młodości i nauki… te książki jakby nie dotykane. nikogo nie było wokół… było ciemno książę nie zapalił światła… stojąc w oknie o czymś myślał w pełni nieświadomy władca całkowicie nieznanego sobie kraju.
podszedłem do niego od tyłu w dłoni z lśniącym ostrzem, które w połączeniu z odbitym w nim blasku księżyca było jedyną rzeczą mogącą mnie zdradzić. szybkim ale delikatnym ruchem lewej ręki zatkałem mu usta po czym energiczny cios skierowany między łopatkę i kręgosłup tak żeby dosięgnąć płuc i serca zadał mu przenikający ból i zakończył życie człowieka odpowiedzialnego za wszelką zachłanność tego kraju. Kawałek Rajńskiej perfekcyjnie wykutej stali… taki niewielki a potrafię nim zmiażdżyć nawet największą potęgę tego świata… wystarczy mi ułamek sekundy i dobra okazja a świat pada na kolana, zapada zmrok by o poranku znowu świętować pojawienie się słońca, kiedy to my wszyscy budząc się liczymy na jakieś zmiany, które niestety tak rzadko nadchodzą. Uczucie dobrze wykonanego obowiązku, ciepły zapach krwi i zimnej stali dają porażający efekt dla moich zmysłów… tak się odwdzięczam ojczyźnie za to co mi dała nie licząc na ordery, licząc na lepsze jutro i odrobinę wdzięczności.
Termitów… ostatnia stacja, czas bym wysiadł. Tłum rusza do drzwi przepychając i tratując samego siebie, tłum który dziś jest dla mnie nową możliwości i szansą… obwieszczono żałobę narodową.
Ojej to jest kolejna czesc czy całkowicie niezwiązane opowiadanie z poprzednimi ?
Rajński Terrorysta zabija Księcia Sarmacji? Zgadłem ?
Rzym okreslenie którym sarmacji niedawno gdzies sie nazwali.
Tak wiele szczegółów mi pasuje
Jestem podwrażeniem pióra i pomysłowości
jest to całkiem inne opowiadanie początkujące cykl, opowiadań okolicznosciowych
no i nie terrorysta a Assasyn… reszta jest kwestią waszej wyobraźni i nie zamierzam narzucać nikomu skojarzeń
UMS będzie kontynuowane ale po 12 stycznia
No naturalnie ze dowolna interpretacja tylko tak jakoś ten Rzym Ksiąze i zadufanie mieszkanców tak mi sie kojarza. Ja kiedyś mieszkałem w Sarmacji i zastałem tam ściane której nie chciało mi się przebijać hehe
A z UMS? można się spodziewac kolejnej cześci?
Hm trudno się przebić przez łopatkę
Bohater musiał być bardzo silny 
Tylko za co właściwie ginie Książe ? Chyba za kraj ? Motyw troche nie jasny ale wkrecająca akcja
w tekście stoi “między łopatkę i kręgosłup” w tym to miejscu jest część odsłonięta, niewiele bo kilka centymetrów ale jest…
reszta to domysły i spekulacje