UWAGA! Opowiadanie zawiera sceny drastyczne!!! Nie przedstawia realnych postaci!
Obudził mnie kolejny atak astmy oraz towarzyszący mu duszący kaszel, pomyślałem o najważniejszych rzeczach… przyjaciele, rodzina… nie pamiętałem ich tego poranka a wszystko co pamiętałem znajdowało się w portfelu.
Wybiegłem do łazienki by przemyć twarz zimną wodą, spojrzałem w lustro ten człowiek nie wyglądał jak ja…
- spójrz na tego człowieka w lustrze! To nie mogę być ja! To nie ja! To on! Który to ja? Czy ktoś mnie słucha!? Jestem tu sam?… Musze zadzwonić… nie pamiętam numerów! Wspaniała muzyka… to chyba Nosliw… gdzie jest mój ojciec? Gdzie dorastałem? Musze znaleźć mój dowód, mój paszport, moje prawo jazdy… w miejscach imienia wpisane było moje imię… pamiętałem swoje imię? Jaka narodowość? kredytową kartę by zdobyć jakieś pieniądze… nie potrafię wyjaśnić co do tej pory robiłem, jakim byłem człowiekiem, w jakich miejscach byłem…
Usłyszałem za drzwiami swoje imię wypowiadane jakby chórem.
Przeraźliwy ból przedzierający się od głowy do najodleglejszych części ciała o których istnieniu dopiero teraz sobie przypominałem wykręcał mi oczy i wyraz twarzy. Zapach potu wydawał się tak odrażający przez to, że był tak ludzki. Byłem zarośnięty, miałem długa brodę a na głowie zniszczone i poskręcane długie włosy. Nie mogłem dojść do siebie, jeszcze przez długi czas kręciło mi się w głowie, narkotyk nie przestawał działać… chciałem się przebrać lecz nie miałem nic, szafki były puste. Jedyne co znalazłem w mieszkaniu to nowa gazeta na stole, którą przeczytałem kilkanaście razy do wieczora…
„największy potentat medialny, właściciel korporacji Earth, Pan Hazte podejmuje kolejne kroki by wszyscy obywatele v-świata wiedzieli więcej i znali prawdę z pierwszej ręki…”
„Rajńscy terroryści po raz kolejny szykują się do ataku i stają przeciw całemu v-światu i przywódcom wielkiej trójki…”
„ Rajńskie gazety oszukują i sieją propagandę wśród mieszkańców v-świata…”
„Al Rajn bezwartościowym kawałkiem ziemi którą rządzą paranoicy…”
Zawładnęła mną potrzeba, czysta potrzeba… zbawić v-świat od zaraz. Zakładam płaszczy wychodzę pod osłoną nocy, tylko oczy kotów płoną w ciemnościach ulic, smród wydobywający się z kanalizacji otaczał mnie ale nie przeszkadzał, śmieci walające się pod nogami nie były przeszkodami a wręcz mnie motywowały. Nie znałem miasta a jednak wiedziałem dokąd mam się kierować. W pewnym momencie wyrosła przede mną willa wybudowana chyba na część głupoty, jej ogrody pachniały tak wspaniale… róże, tulipany, świeżo skoszona trawa o zapachu słodkim jak cukier… wspaniale pachniały dla nich, u mnie powodowały co najwyżej świadomość wyższości zmysłów.
Na czwartym piętrze odbywał się bankiet na który musiałem się dostać, ale nie mogłem przecież tam wejść ot tak sobie… Podszedłem do balkonu złapałem się dolnej krawędzi po czym się podciągnąłem i chwyciłem poręczy, niezauważenie wszedłem. Dalszą część trasy postanowiłem pokonać windą… po drodze nikogo nie spotkałem… wszedłem do windy i wcisnąłem „4”. Winda nieoczekiwanie zatrzymała się na trzecim piętrze… drzwi się rozsunęły, wyrósł przede mną dostojny i elegancko ubrany mężczyzna.
- czwarte proszę – dziwnie się patrząc powiedział z wyraźnym Sarmackim akcentem
Drzwi znów się zsunęły… na czwartym piętrze wysiadła tylko jedna osoba i nie był to elegancki mężczyzna, zaproponowałem mu wycieczkę plastikowym workiem. Czując w nozdrzach jeszcze zapach garnituru ostatniej z ofiar skierowałem się do okna na korytarzu przez które wyszedłem na zewnątrz, stanąłem na dosyć sporych rozmiarów krawędzi po czym powoli przesuwałem się w stronę okien pomieszczeń w których odbywał się bankiet. Zatrzymałem się przy jednym z nich, rozmawiał mężczyzna i kobieta… Hazte, znam tę twarz dobrze. Sypialnia? za piętnaście minut…
Wyszła na taras, nie wiedziała, że jestem tuż obok, gdyby tylko spojrzała bardziej w lewo by mnie dostrzegła… oni są ślepi… zaślepieni tym co mówią media, nie umieją znaleźć prawdy w tym wszystkim. Media? Ludzie podążają za ich słowami, słowami wielkich korporacji przez co działają jak maszyny, oglądając całymi dniami telewizje i czytając prasę, mój nauczyciel to nazywał syndromem „zamknięcia”.
Wspiąłem się szybko na piąte piętro i bez trudu odnalazłem wspomniana przez cel sypialnię… nie robiąc hałasu otworzyłem okno… zawiało ciężkimi Scholandzkimi perfumami, podróbkami tych prawdziwych z Surmenii, pomyślałem ironicznie, że jeśli coś jest w stanie mnie zabić to właśnie ich perfumy. W pokoju było jasno… z łazienki w nowym białym szlafroku wyszedł on, pan słowa i myśli.
Zachowywał się spokojnie, jego niezachwiana pewność siebie spowodowała w moim organizmie wzrost adrenaliny… nalał sobie whisky ignorując mnie. Każda kropla whisky przelana do szklanki powodowała we mnie wzrost agresji.
Weszła kobieta, nie dostrzegła mnie… minęła sporą rzeźbę przez co straciłem ją z wzroku na ten ułamek sekundy… znalazłem się tuż za nią… z rękawa wysunąłem ostrze wykonując ruch patrzyłem w oczy Hazte’a, jej każdy kolejny krok był coraz niższy i mniej stabilny, padła do jego stóp… niezachwianych stóp, popijał whisky, jej śmierć nie wywołała jego reakcji ale w jego oczach zarysowywał się kształt, kształt strachu. Pewność siebie i brak skruchy zawsze mnie doprowadzały do szału…
Nie bawiąc się w zbędne gierki, schowałem ostrze… uderzyłem go w twarz najmocniej jak umiałem, upadł na ziemie po czym zacząłem w furii go okładać na oślep… teraz strach, panika były jak najbardziej widoczne, starał się bronić lecz nic nie mógł zrobić. Hałas jaki towarzyszył całemu zajściu był niesłyszalny dzięki pięknie przygrywającej mi orkiestrze, grali walca, muzyka zawsze mi towarzyszy… to sztuka… w jego oczach teraz mogłem odczytać myśli… myśli o tym, że teraz o nim usłyszą wszyscy i wszyscy będą mogli czytać o nim na pierwszych stronach gazet… jego sława nigdy więcej nie dosięgnie tego szczytu. Zapewne widział setki obrazów dostrzeganych przez czerwoną poświatę krwi, żadnych jasnych tuneli, żadnych wspomnień, czysta rzeczywistość. Z jego ust wydobyło się ciche „nie”, na chwilę przestałem by coś powiedzieć.
- widzisz tę krew na moich dłoniach, ramionach i głowie!? Teraz nie mogę przestać… to nieodwołalne! Zostawię ślad…
Wyciągnąłem ostrze, te kilkanaście centymetrów prawdy, nimi zacząłem dźgać na oślep w twarz i klatkę piersiową. W myślach widziałem wszystko ale nie to… nie chciałem tego widzieć, starałem się przypomnieć sobie kim jestem lecz wszystko zostało wymazane lub zmienione przez niego, przez niego nie wiem kim jestem, narzucał mi wybraną przez siebie tożsamość. Przestałem w momencie w którym ostatni mechanizm życiowy został zatrzymany, gdy nie poznawałem już jego twarzy, gdy uścisk jego dłoni zanikł do reszty… jego ręce bezwładnie opadły na ziemie a w zalanych krwią oczach zobaczyłem pustkę i zimno… pierwszy raz nie panowałem nad sobą, potem tego żałowałem.
Zjechałem windą i wyszedłem głównymi drzwiami. Z rana czytałem poranną prasę.
1 Odpowiedź do “Grzech Drugi – Kłamstwo”