W którym Gamal smacznie śpi ale mija go cała zabawa. W rozdziale tym na świecie nic się nie zmienia, czyli: mordercy nadal mordują, władcy nadal władają, dowódcy nadal dowodzą a żołnierze nadal giną w wyniku czego misja Gamala dobiega końca szybciej niż się spodziewał.
- nareszcie się obudził…
Jeszcze przez krótką chwilę miał mgłę przed oczami, i nie wiedział co się wokół niego dzieje… ciężko mu było rozpoznać przedmioty a tym bardziej osoby i głosy. Zapachy były nierozpoznawalne… stracił też rachubę czasu. Gdy już doszedł do siebie zorientował się że leży na niewielkim wozie ciągniętym przez konie a zapach ich zadków przykuwał jego uwagę w bezlitosny sposób jednocześnie otrzeźwiając.
- jak się czujesz? – zapytał Khalid
- ja? Jedyne co czuje to smród końskiego tyłka…
- Wraca chłopaczyna do siebie, haha – wtrącił nieznajomy
- odzyskujesz zmysły to dobrze, nieźle oberwałeś
- gdzie jesteśmy? Ile czasu spałem? – zapytał zaniepokojony
- jesteśmy w drodze do Piątego oddziału Armii Polowej Policji Religijnej która być może będzie w trakcie bitwy, lub przed… a może już po… oby nie po. Niestety ja też straciłem rachubę czasu… spałeś dwa może trzy dni. Dopiero dziś udało nam się zwiać od tych bandytów, a wszystko to dzięki pomocy obecnego tu starego druha Sir Neila Prosta…
- witam i dziękuję za pomoc… – powiedział
- witam, myślę że Khalid by poradził sobie i beze mnie…
- ale z Tobą zawsze łatwiej i weselej – uśmiechną się Khalid
Sir Neil Prost wysoki mężczyzna w całości ubrany w czarne szaty, które elegancko komponowały się z siwiejącym włosem na głowie Neila. Posługiwał się arabskim z wyraźnymi nalotami akcentu Morvańskiego. Dostojny, spokojny i wielce poważny. Rzadko spotyka się osoby tak godnie a zarazem groźnie wyglądające.
Podążali na południa rozmawiając o sytuacji w kraju która nie wyglądała najlepiej. Wiadomo już było że pierwsza i trzecia armia zostały rozbite przez wojska Nestoriańskie, które teraz zmierzają w kierunku Awy i za kilka dni rozpoczną oblężenie. Mieli do pokonania jeszcze kilkanaście kilometrów lasu do osiągnięcia celu, wiedzieli że pod nim stacjonują wojska Piątego oddziału, a przynajmniej tak im się zdawało.
***
Abdullah Mohammad przechadzał się nerwowo po komnacie, mówiąc do siebie pod nosem. Bogaty kupiec przed chwilą wydał rozkazy dla dowódcy swojej najemnej armii, by ta udała się na pomoc mieszkańcom Awy w obronie miasta. Wiedział, że jeśli ta twierdza padnie Al Rajn upadnie również. Myślał o tym automatycznie jednak gdy tylko przyszło mu to do głowy starł się rozwiać tę wizję czymś przyjemny i mówiąc do siebie, że to bzdury.
- To niemożliwe, Awa nigdy nie padła pod naporem najeźdźców więc i teraz nie padnie, to fizycznie niemożliwe. Dobrze że ustanowiono regencję na czas wojny, oni coś zaradzą. Jeśli Awa upadnie… to droga do Al Many będzie strzeżona jedynie przez niewielkie Jidhuf, którego nazwa teraz dla mnie jest synonimem klęski – mruczał pod nosem – dwie armie zostały rozgromione przez bandę patałachów i nieuków… jak to możliwe? To wina dowódców, po wojnie będzie trzeba ich powiesić i wszystkich zdrajców razem z nimi a tych ostatnio przybywa… oby tylko Wezyr się nie dowiedział, ze wysłałem armię bo…
Przechadzał się tak od okna do kominka na którym wisiały wysuszone pachnące zioła i kwiaty ich unoszący się zapach w powietrzu odstresowywał wpływowego kupca.
Powoli przestawał się tym wszystkim martwić, podszedł do kominka by jeszcze raz zaczerpnąć pięknego zapachu w płuca. Nagle wszystkie myśli wróciły…
-bo… bo mnie zabije…
W tej samej chwili wspaniały zapach kwiatów został przecięty ostrym zapachem słodkich halucynogennych ziół, źrenice mu się raptownie powiększyły a oddech nagle się zatrzymał jakby zamiast powietrza i woni wciągnął w płuca wodę, zachłysną się, plunął na podłogę… w świetle ognia barwa cieczy miała jeszcze bardziej przerażający kolor. Usłyszał tylko…
- Dowódca twoich najemników, wybrał się na tę samą wycieczkę na, którą ty wybierasz się teraz…
***
Wyjeżdżając z za ostatnich drzew ich oczom ukazał się widok… widok którego Gamal się nie spodziewał w najczarniejszych snach. Gamal się nie spodziewał… za niego spodziewali się Khalid i Neil. Wjeżdżając na polanę usłaną trupami zasłaniali twarze mimo tego zapach rozkładających się ludzkich ciał docierał do ich nozdrzy. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi leżących jeden na drugim, oblanych krwią i błotem a na nich szarpiące kruki zebrane na tej polanie na posiłek. Gdzie niegdzie jeszcze ogień trawił resztki drzew a mostek nad strumykiem przepływającym nieopodal, jeszcze kilka dni temu zapewne wielce romantyczny dziś dodawał temu miejscu piekielnego wyrazu. Armia nestorian wbiła przerażający krzyż na środku miejsca bitwy by upamiętnić swoje zwycięstwo czyniąc z tego miejsca odkryty grób… dziś przerażający, w przyszłości miejsce schadzek kochanków.
- skurwesyny… nawet nie pochowali ciał, łajzy, psie syny! – wykrzyczał Neil
- gdyby mieli grzebać wszystkich, więcej by spędzili na kopaniu niż na walce – z obojętnością oświadczył Khalid – spójrz na młodego… chyba jednak doszedł do wniosku że wojna to nie rzecz dla niego…
- co on robi?
- rzyga…
- acha, widzisz? Palą za sobą wioski… idioci łatwo ich będzie znaleźć…
- przecież i tak wiemy dokąd idą… na Awe… możemy się zorientować ilu ich jest a potem wyprzedzić.
- tak też zróbmy, ale najpierw przenocujmy i dajmy odpocząć zwierzętom. Nie są daleko a nocować zapewne też będą.
- dobrze… ściemnia się wiec rozpalę ognisko, ale nie tu odjedźmy dalej
- tak, Gamal chyba by nic nie zjadł.
Mimo tego iż znacznie się oddalili od miejsca bitwy Gamal nie zjadł wiele. W nocy nie mógł też spać jego myśli krążyły nad polana usłana trupami po czym myślał o Remedeeh. Tak w kółko… Smierć, Remedeeh, śmierć, Remedeeh, śmierć, Remedeeh, śmierć, Leila…
Milczał nawet gdy Neil i Khalid w głos śmiali się z raz bluźnierczych, raz seksistowskich żartów, dziś go to nie obchodziło. Zaczął słuchać uważniej w momencie gdy rozpoczęli rozmowe na temat wojny.
- To już trzecia… – po dłuższej przerwie wtrącił Khalid – To już trzecia porażka… zostały nam tylko trzy dywizje łącznie liczące trzydzieści cztery tysiące ludzi…
- Plus armia z Al Farun…
- Armia z Al Farun nie przybędzie…
- czemuż to?
- Z tego co mi powiedział szpieg, nikt tam się nie kwapi do pomocy Rajńczykom… wręcz przeciwnie chcą byśmy przegrali po czym będą się układać z nestorianami by uzyskać kontrolę i zwierzchnictwo nad Al Rajn.
- Leila? – nagle wtrącił, przebudzony Gamal
- tak… wiemy tyle że po naszej stronie stanie Abdullah Mohammad… to duża pomoc jednak czy wystarczająca? Wojsko ma przypłynąć na dniach po czym okręty udadzą się do obrony portu w Al Manie, jednak jeśli tak dalej tak się będą spieszyć to przyjadą zobaczyć zgliszcza Awy… a potem… potem jesteśmy zgubieni.
- Awa ma wysokie mury powinna wytrzymać… a przynajmniej do czasu odsieczy.
- W Awie nie ma wielu ludzi do walki, wszyscy zostali przeniesieni do Al Many, Allah raczy wiedzieć czemu.
- czyli sytuacja jest ciężka…
- gorzej…
Gamal pierwszy raz słyszał tak poważne słowa z ust Khalida, nigdy wcześniej nie słyszał w jego głosie takiego tonu i takiej powagi. Co tylko spowodowało wzrost uczucia strachu.
- jutro ciężki dzień… panowie, idziemy spać! – krzyknął Neil
- co racja to racja, najważniejsze to się najeść i dobrze wyspać… a jutro będziemy świętować zwycięstwo! – równie głośno i wesoło ripostował Khalid, jednak chyba tylko po to żeby uspokoić Gamala… i samego siebie.
***
- za dużo palisz hasheeshu, Cristo…
- Narzekasz na efekty mojej pracy?
- nie, ale śmierdzisz tym dymem na odległość… jak ci się udaje ich wszystkich podejść…
- to już moja sprawa…
- ehh… gdzie się ostatnio podziewałeś?
- odwiedziłem matkę.
- nie dałem ci wolnego…
- zgadnij gdzie mam twoje wolne.
- Cristo… grabisz sobie, grabisz… wykonasz dla mnie inna misję… potrzebna mi informacja, pewien człowiek oraz specyfik.
- dokładniej, dokładniej i streszczaj się…
- Plany Ramzaniego od pewnego dobrze poinformowanego człowieka, Meledzes Al-Harrai, coś magicznego na migrenę… męczy mnie ostatnio codziennie.
- masz na myśli Sezera, druga sprawa to śmiesznie łatwe, a trzecie… proponuję tyle nie pić…
- Cristo ale ja nie żartuje…
- tak, załatwię tego Al-Harraia…
- ale mi chodzi o migrenę, ostatnio dostarczono mi sporo miodu od Mohammada, hehe
- Abdullahu… z tym to do Sharadi ja nie zajmuję się głupotami
Ciekawe Ciekawe choć przydała by się akcja i walka
Moze gdyby do Nestorian dołączyło jakieś inne państwo ?
tak
walka będzie pod Awą
już w najbliższych rozdziałach
rozdziały są tak krótkie bo nikt by nie czytał a nie sposób w nich wszystkiego zmieścić
a kolejne rozdziały już niedługo jeśli wena pozwoli.
Wogole masz talent i fantazje. Żadko spotyka się takich ludzi w mikronacjach
to jest cos naprawde dobrego dla naszej wspólnej kultury